Bangladesz – z chaosu na najdłuższą plażę świata


Lotnisko w Dhace opuszczamy około 19, jest już ciemno. Następny samolot mamy dopiero rano o 10 z tego samego portu na najdłuższą plażę świata w Cox’s Bazar.

Planujemy znaleźć nocleg gdzieś niedaleko lotniska i jednocześnie w cywilizowanej części miasta. Nasz wybór pada na dzielnicę Banani – jedną z najdroższych jak się później okazało.

Próbujemy złapać rikszę w miejscu, gdzie łapaliśmy za pierwszym razem (po przylocie z Frankfurtu). Jest tu teraz ponad sto razy więcej ludzi, niż wtedy, kiedy wylądowaliśmy. Przed lotniskiem jest taki tłum, że ciężko jest nam się przebić z jednej strony parkingu na drugą. Ludzie stoją i patrzą na terminal międzynarodowy. Nie rozumiem tej atrakcji. Niestety, żadna riksza nie chce nas wziąć za mniej niż 300Tk, jeden z mężczyzn proponuje nam pójść i złapać autobus miejski za 10Tk, ale trochę obawiamy się o nasze bezpieczeństwo i w odległości około 300 metrów od lotniska udaje nam się zatrzymać rikszarza, chwilę potem podjeżdża drugi, proponując tańszy transport, zaczęło się kopanie pojazdu konkurencji, trzaskanie drzwiami i jakieś wyzwiska. Ostatecznie płacimy 150Tk.

Banani tętni życiem, na ulicach jest pełno ludzi. Z ciekawości wchodzimy do KFC, jednego z 6 czy 7 w całym kraju. Nie jest to najtańsze miejsce do zjedzenia. Być może jest nawet jednym z tych droższych – za zestaw składający się z napoju, frytek oraz kilku kawałków kurczaka płacę 330Tk.

Włóczymy się w poszukiwaniu noclegu. Tracimy dość dużo czasu, żadna oferta nas nie satysfakcjonuje. Doprawdy, jest tu cholernie drogo. Sprawdziliśmy 3 najtańsze hotele w okolicy, polecane przez Lonely Planet. Sprawdzamy Viator guesthouse (3800Tk za noc – około 170zł za pokój dwuosobowy), zaraz obok znajdujący się Liebenzell Mission Guesthouse prowadzony przez niemiecką misję (3400Tk), ale ostatecznie lądujemy w Sky Park Guesthouse, płacąc 3000Tk za klimatyzowany pokój za noc ze śniadaniem i łazienką.

Wcześnie rano łapiemy motorikszę na lotnisko (150Tk), szybka kawa na miejscu (40Tk) i jesteśmy w powietrzu. Tym razem lecimy United Airways Bangladesh. Bilety kupowaliśmy w biurze w Khulnie, płacąc po 6925Tk. Cały samolot jest zapełniony.

United Airways Bangladesh w przeciwieństwie do Novoair to najtańsze linie, oferujące loty zarówno krajowe jak i międzynarodowe. Mimo wszystko cena przekłada się na jakość. Samoloty w środku są brudne i zaniedbane, gdzieniegdzie widać resztki owadów i pozostałości po poprzednich pasażerach. Nasz rejs obsługiwany jest przez Bombardiera Dash 8-100 zabierającego na pokład 37 osób. Ostatni rząd ma 5 miejsc i wygląda jak w przeciętnym autobusie. Leci z nami tylko jedna stewardessa. Catering wygląda podobnie jak na rejsie Novoair – sok, cukierek, ciasteczka i żelka o smaku mango.

Rejs trwa godzinę i dziesięć minut. Przebiega głównie wzdłuż wybrzeża, z okien można obserwować między innymi słynne cmentarzysko statków oraz miasto Chittagong.

Lądujemy planowo w Cox’s Bazar. Swoją drogą, nie powinno się używać tego słowa w Bangladeszu. Ciężko tu cokolwiek zaplanować na 2 dni w przód.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s