Bangladesz – Cox’s Bazar, najdłuższa plaża świata – część 2


Wstajemy rano, oczywiście trochę później niż planowaliśmy. Max, bo tak ma na imię nasz nowy znajomy, czeka już w lobby hotelu. Zdziwiłem się, bo to trochę podejrzane, żeby komuś tak zależało na tym, by nas oprowadzić po okolicy. Podobno dla Bengalczyków to ogromny prestiż pokazać się u boku obcokrajowca. Chowamy rzeczy standardowo pod łóżko oraz w materacu i wychodzimy.

Przed hotelem czekamy chwilę na kierowcę naszego nowego znajomego i ruszamy wzdłuż plaży.

Pierwszym przystankiem jest oddalone o około 10 km wzgórze Himachari. Wstęp kosztuje 140Tk. Max pozostaje ze swoim kierowcą, to również wydaje nam się dziwne. Ja osobiście, mając gości z zagranicy, wchodzę z nimi wszędzie, nie chce mi się na kogoś czekać dopóki nie zwiedzi danej atrakcji. Wyjście do góry zajmuje około 6-10 minut. Na samym szczycie dopada nas ulewa monsunowa, dlatego też, na szczycie pozostajemy dłużej niż planowaliśmy.

Normalnie za 300Tk jest się w stanie dojechać tam samemu i wrócić, łapiąc elektryczną rikszę.

Następnie Max bierze nas na przejażdżkę po pobliskich wsiach. Nasz pojazd z trudem daje radę bo wąskich wiejskich uliczkach. Jest bardzo zielono, wszędzie dookoła rozpościerają się pola ryżu.

Max nie jest zbyt rozmowny, mimo wszystko zaprasza nas na obiad do swojego domu. W trzypokojowym domu mieszka 8 osobowa rodzina, jest brudno i ubogo. Posiłek składa się tradycyjnie z ryżu i dodatków: pieczonych ziemniaków, ryby, kurczaka. Nie pijemy wody, którą dostaliśmy, nie znamy jej pochodzenia.

Kolejnym i ostatnim punktem naszej wycieczki tego dnia jest port rybacki. Mówią, że zawód rybaka to jeden z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Dodatkowo wyobraźcie sobie być rybakiem w Bangladeszu. Często opuszczają port na ponad miesięczny połów na łodziach, które już dawno nie nadają się do użytku. Wielu z nich nie wraca. Wejście do portu kosztuje zaledwie parę groszy. Trafiamy akurat na odpływ. Zapach, który się unosi w powietrzu jest niemożliwy do zniesienia. Wyobraźcie sobie jak śmierdzi dno portu z dodatkiem wszechobecnych śmieci, niedomytych marynarzy i krowiego kału.

W drodze powrotnej wstępujemy jeszcze do jednej z miejscowych szkół. Max prosi nas o parę zdjęć obrazków namalowanych przez dzieci.

Wracamy do hotelu. Nasz przewodnik, mówi, że zaraz przyjdzie do pokoju się z nami rozliczyć. Trochę nie spodziewaliśmy się dodatkowych wydatków. Myślimy, że pewnie chodzi o pokrycie kosztów transportu – maksymalnie 500Tk. Max przychodzi jednak i mówi, że jego normalna płaca to 500Tk za godzinę – żąda 3000 Tk (około 130zł). To bardzo nieplanowany wydatek, kategorycznie się nie zgadzamy. Człowiek mógł powiedzieć wcześniej, że zależy mu tylko na pieniądzach. Gościnność Bengalczyków zawodzi po całej linii. Płacimy 1600Tk bo sami więcej nie mamy. Zostaje mi w kieszeni około pięciuset taka, na resztę dnia. Prosimy go, żeby wyszedł, bo chcemy trochę odpocząć, ale jednocześnie rozważamy wszystko, co widzieliśmy dzisiejszego dnia. Ci ludzie nie mają nic. Facet postąpił bardzo nie fair, ale to może życie zmusiło go do takiego posunięcia? Co ja bym zrobił, gdybym żył w podobnych warunkach? Też szukałbym wszędzie pieniędzy. Dopłacamy mu jeszcze resztę do dwóch tysięcy. Dziwi się bardzo naszym gestem i obiecuje, że następnym razem uprzedzi gości o swoich wysokich kosztach. Z usług Pana Maxa korzystać nie polecamy, samemu można załatwić wszystko dużo taniej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s