Kapsztad – City Bowl


Kapsztad jest stolicą Prowincji Zachodnioprzylądkowej, liczy ponad 3,7 miliona mieszkańców i jest drugim największym miastem Republiki Południowej Afryki pod względem liczby ludności (wyprzedza go tylko Johannesburg). Jest jednym z najbardziej wielokulturowych miast świata. Podczas naszej wycieczki to właśnie tutaj widzimy największą ilość białych mieszkańców – około 1/3 ludności miasta. Historia Kapsztadu sięga XVII wieku, kiedy to Holenderska Kompania Zachodnioindyjska założyła w tym miejscu swoją bazę w 1652 roku.  W okolicy, jak i w samym mieście, jest bardzo dużo atrakcji – nie będziecie się nudzić ani przez chwilę. O ile nie jesteście tam zimą tak jak my, warto zaopatrzyć się w dodatkowe 1-2 dni na przepiękne, malownicze plaże przylądkowe i leniuchowanie. Należy zachować ostrożność co do kąpieli w oceanie. Tydzień przed naszym przylotem rekin zaatakował tutaj surfera, ale na szczęście jest to rzadko obserwowane zjawisko.

Dzień zaczynamy wcześnie rano wizytą w małej piekarni w Muizenberg – w części miasta, w której pomieszkujemy u naszego gospodarza. Zaopatrujemy się w świeże pieczywo (wypiekane przy nas) i kawę na wynos – 18 ZAR. Ruszamy ku centrum miasta.

Pierwszym naszym przystankiem jest tak zwane City Bowl – komercyjne centrum Kapsztadu wciśnięte pomiędzy Górę Stołową a port. Samochód parkujemy na pierwszym lepszym parkingu. Trzeba wziąć pod uwagę to, że zwyczajowo płaci się za taki parking 1-5 randów (według własnego uznania) osobie, która kręci się pomiędzy samochodami – dla własnego spokoju. Taki ‚parkingowy’ odpowiedzialny jest za pilnowanie naszego wozu. Nie wiem jak to działa dokładnie, ale nasz pojazd nigdy nie zaginął i nie ucierpiał z nie naszej winy (bo z naszej to i owszem, ale o tym w kolejnych postach).

Co zobaczyć? Zamek Dobrej Nadziei (The Castle of Good Hope), wybudowany w latach 1666-1679 w celach obronnych miasta, zbytnio nie przykuł naszej uwagi, może poza nietypową wieżą zdobioną zwierzęcymi czaszkami. Mawiają, że to najstarszy budynek w mieście. Tuż obok widzimy kilka spacerujących ibisów. Cóż, my mamy w miastach setki gołębi, oni mają ibisy. Niedaleko obok znajduje się Ratusz Miejski (Cape Town’s City Hall) wybudowany w 1905 roku w stylu renesansowym. Znacznie bardziej przyciąga moją uwagę niż wspomniany wcześniej zamek. W 1990 roku z jego balkonu Nelson Mandela, po spędzeniu 27 lat w więzieniu, przemówił do ponad ćwierć milionowej widowni zgromadzonej na Grand Parade, czyli placu znajdującym się przed Ratuszem. Przechadzamy się również ulicami w poszukiwaniu ciekawych pamiątek. Na ulicach można spotkać wiele straganów z ręcznie wyrabianymi ozdobami i malowidłami. Na obiad warto wyskoczyć do Eastern Food Bazaar mieszczącego się tuż obok na Longmarket Street – kilka stoisk z kuchnią arabską, turecką i hinduską w jednym miejscu w bardzo przyzwoitych cenach – obiad zjemy tu od 5 do 16zł za porcję.

Chicken Bunny Chow

Bierzemy tzw. Chicken/Lamb Bunny Chow z oferty kuchni indyjskiej, jest to jednak typowy fast food południowoafrykański wywodzący się z hinduskiej społeczności zamieszkującej Durban. Bunny Chow to bułka z wydrążonym środkiem wypełniona odpowiednio mięsem z kurczaka bądź jagnięciną z dodatkiem curry. Koszt to 35 randów, najadamy się do syta.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s