Kapsztad – V&A Waterfront, Kristenbosch i impreza na Long Street.


Kolejnym punktem naszej wycieczki po Kapsztadzie jest Green Point oraz Victoria & Albert Waterfront. Okolica ta słynie między innymi ze stadionu piłki nożnej – Cape Town Stadium, na którym odbywały się mecze podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2010 roku. Stadion pomieści 56 tysięcy kibiców. Przechadzamy się wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego kierując się w stronę Table Bay Hotel.

Noc w tym pięciogwiazdkowym hotelu to koszt około 1600zł za noc. Całkiem sporo. Przez hotel przechodzimy od tylnego wejścia, gdzie zaparkowaliśmy samochód, do frontowych drzwi, które otwarte są na nabrzeże Wiktorii i Alfreda. V&A Waterfront to centrum turystyczno-rekreacyjne, można tutaj wykupić rejs statkiem po zatoce, przejechać się diabelskim młynem, zrobić zakupy w licznych sklepach, napić się piwa czy coś przekąsić. Roi się tutaj od turystów mimo popołudniowego chłodnego wiatru. W porcie stoi wiele kutrów rybackich.

W związku z tym, że słońce powoli schodzi coraz niżej, ruszamy dalej w kierunku domu – Muizenberg. Po drodze chcemy odwiedzić jeszcze Narodowy Ogród Botaniczny Kristenbosch, znajdujący się u wschodniego podnóża Góry Stołowej. Żałuję, że nie mieliśmy całego dnia na spędzenie tutaj, lecz tylko parę godzin o zachodzie słońca. Jest to jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych w jakim kiedykolwiek byłem. Jeśli kiedyś jeszcze odwiedzę Kapsztad (a odwiedzę na pewno!) to z pewnością spędzę tam dużo więcej czasu. Przybyliśmy dosyć późno, bo po piątej, a słońce zachodzi tutaj niecałą godzinę później. Dodatkowo po tej stronie góra rzuca cień już dużo wcześniej.  Wszystkie sklepy z pamiątkami przy parkingu i kasy już są zamknięte, ale nadal można wejść do środka, za darmo. Spacerujemy trochę podziwiając roślinność. Kristenbosch jest pierwszym ogrodem na świecie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 2004 roku. Został założony w 1913 roku i obecnie liczy aż 36 hektarów. Układ ścieżek, unoszące się w powietrzu zapachy i aromaty, dźwięczne odgłosy tutejszych ptaków i liczne wrażenia wzrokowe pobudzają wyobraźnię.

Wieczorem jedziemy z naszym hostem na imprezę. Jako że wszyscy jesteśmy kierowcami, ustalamy, że nie będziemy brali taksówek, tylko każdy raz będzie naszym niepijącym szoferem. Dzisiaj akurat padło na mnie. W sumie to sam się zgłosiłem, żeby mieć to już z głowy 😉 Tym samym, jadąc z powrotem do centrum, pierwszy raz kieruję samochód po lewej stronie. Życie nocne Kapsztadu kręci się głównie wokół Long Street, są tutaj dziesiątki barów i klubów nocnych. Ulica mieści się w tzw. City Bowl i słynie również z domków w stylu wiktoriańskim z pięknymi kutymi w żelazie balkonami. Jeśli by porównać cenę wyjścia na imprezę do polskich realiów, to w mieście przylądkowym doprowadzimy się do stanu euforii za dużo niższe kwoty. Koszt shotów alkoholowych o najdziwniejszych nazwach (creamy pussy, double creamy pussy, last orgasm, super hero orgasm i inne) to od 3 do 10 randów za kieliszek. Nie da się skosztować każdego rodzaju, bo jest ponad sto różnych nazw shotów do wyboru. Po niekrótkim maratonie od pubu do pubu odwiedzamy w końcu the Dubliner at Kennedy’s znajdujący się pod numerem 251. Trudno go nie zauważyć, to tutaj odbywa się największe party z muzyką na żywo. Co do tej muzyki, to zorientowaliśmy się dopiero w połowie imprezy, że jest śpiewana na żywo, gdyż jeden mężczyzna potrafił śpiewać piosenki Black Eyed Peas z podziałem na głosy na przemian z piosenkami Elvisa Presleya czy Madonny! W międzyczasie nawet schodził ze sceny i wychodził z klubu nadal śpiewając, jeśli tylko zauważył, że ktoś chce iść już do domu 🙂 Ogólnie impreza w Kapsztadzie na wielki plus!

Reklamy

2 thoughts on “Kapsztad – V&A Waterfront, Kristenbosch i impreza na Long Street.”

  1. Przypadkiem tu zawitałem, wypatrzyłem Ciebie na grupie na FB dla blogerów podróżniczych. Ja nie ogarniam, jak można było tak wiele miejsc zobaczyć w jeden rok! Chyba się rozdwajałeś:-D Albo jeszcze studiujesz:-D

    A historią z RPA to mnie kupiłeś całkowicie!

    Polubienie

    1. Niestety nie mam możliwości rozdwojenia się, ale to prawda jestem studentem i póki co mam trochę czasu na podróżowanie. Niedługo trzeba będzie pójść do pracy i już nie będzie tak radośnie. Korzystajmy póki można! Dzięki za komentarz,

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s