Port Elizabeth – potjiekos, mieliepap & biltong


Port Elizabeth nie zachwycił nas jakoś szczególnie. Miasto jest mało ciekawe i w sumie na dłuższą metę nie ma tu co robić. Na szczęście, dzięki naszemu hostowi, zbliżyliśmy się znacznie do kuchni południowoafrykańskiej. Po raz kolejny potwierdza się zasada, że im nudniejsze miasto, tym fajniejszy gospodarz. 

Do PE (czyt. Pi-i) przybyliśmy późnym popołudniem. W drzwiach przywitał nas nasz host – Andrew. Mieszka w domu wraz z żoną i swoim synem. Okazał się bardzo żywą, zaradną i troskliwą osobą. Od razu przeszedł do rzeczy i zaproponował piwo oraz, co najważniejsze, zrobienie prania! Podróżując na siedmiokilogramowych plecakach przez ponad dwa tygodnie, zaczęliśmy powoli odczuwać braki w garderobie.

Wieczorną porą Andrew zaprosił nas do kuchni i pokazał coś, co wyglądało mniej więcej jak obdarty ze skóry węgorz potrącony przez kombajn. Długo zgadywaliśmy czym jest owa kupa mięsa, dopóki ktoś nie zauważył na opakowaniu napisu „ostrich” – struś. W RPA w sklepach można kupić wszystko – od szyi strusia, przez krokodyle udka po mięso antylop. Dzisiaj przygotujemy Potjiekos (czyt. pojkikos) – tradycyjne południowoafrykańskie danie.

W wolnym tłumaczeniu Potjiekos to jedzenie małego garnka. Pomimo że dziś na kolacji będzie aż 8 osób, danie przygotujemy w tradycyjnym Potjie – małym garnku. Jest to tradycyjny zaokrąglony, trójnożny, żeliwny kociołek, który stawiamy na zewnątrz na wcześniej przygotowanym żarzącym się miejscu. Potjie wraz z zawartością podgrzewany jest powoli przy użyciu niedużych ilości drewna bądź węgla drzewnego. Do środka garnka wcześniej wsadzana jest potrawka z pokrojonego mięsa i warzyw – najczęściej marchwi, ziemniaków, kalafiora i kapusty. Dzisiejszego wieczoru jemy strusia, może być to jednak każdy rodzaj mięsa. Cała procedura trwa kilka godzin.

W międzyczasie wraca żona i syn naszego gospodarza, rozmawiamy, pijemy Castle’a – najbardziej znane południowoafrykańskie piwo i rozwieszamy tonę prania, biegając w deszczu i śmiejąc się. Bardzo integrująca czynność.

Po około dwóch godzinach nasza wieczerza jest gotowa. Zasiadamy do stołu. Na talerz nakładamy sobie porcję mięsa z szyi strusia, warzywa oraz mieliepap.

portelizabeth-6

Mieliepap to afrykański odpowiednik włoskiej polenty czy rumuńskiej mamałygi. Nazwa oznacza mielie – kukurydzę i pap – papkę o konsystencji owsianki. Papkę kukurydzianą je się tu wszędzie i zawsze, do każdej potrawy, najczęściej z mięsem, sosem i gotowanymi warzywami. Jest bardzo tania i szybka w przygotowaniu, stąd jest głównym daniem dla większości biednej populacji RPA.

Po kolacji Andrew podaje nam jeszcze do spróbowania Biltong – typową dla tej części świata przekąskę. Jest to suszone mięso, które odpowiednio przyprawione ma charakterystyczny smak. Nawet dobre. Trzeba tylko dobrze je przeżuć! Historycznie na początku XIX wieku mięso umieszczano pod siodło na wole, gdzie dzięki słonemu potowi zwierzęcia ulegało konserwacji. Mięso takie następnie wieszało się na gałęziach w słoneczne i gorące dni w celu wysuszenia. Biltong okazał się być mięsem z Kudu.

Jeśli podobał Ci się wpis i chcesz być na bieżąco z kolejnymi – polub FANPAGE’A lub zapisz się do NEWSLETTER’A (lewe menu boczne). Dzięki!

Szukasz taniego noclegu w Port Elizabeth? Skorzystaj z MULTIPORÓWNYWARKI HOTELI.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Port Elizabeth – potjiekos, mieliepap & biltong”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s